1
-
  • Kto pomoże Ani?

    Nasi podopieczni

    Kto pomoże Ani?

    Z chorobą, która nie pozwala jej normalnie funkcjonować, boryka się od dziecka. - Już tyle razy miałam odejść, ale nie odeszłam. Nadal jestem... - mówi nam Ania, która w ostatnich latach straciła wzrok i przeszła amputację nogi. Dziś z powodu problemów nefrologicznych niemal codziennie jest w szpitalu na dializach. Dzięki…

Reportaże

Kto pomoże Ani?

Z chorobą, która nie pozwala jej normalnie funkcjonować, boryka się od dziecka. - Już tyle razy miałam odejść, ale nie odeszłam. Nadal jestem... - mówi nam Ania, która w ostatnich latach straciła wzrok i przeszła amputację nogi. Dziś z powodu problemów nefrologicznych niemal codziennie jest w szpitalu na dializach. Dzięki swemu uporowi, dzielnie znosi ból i wielką samotność. Potrzebuje jednak wsparcia.

Jej życie to ciągłe cierpienie. - Ale można się do tego przyzwyczaić. Naprawdę! Bo są dni, kiedy nie boli, albo, kiedy boli mniej - mówi Anna Kancidrowska. Rytm jej życia wyznaczają wizyty w szpitalu. Po trzech nieudanych przeszczepach nerek dziewczyna jest skazana na ciągłe dializy.

Bolą ją reakcje ludzi

Rzadką chorobę nefrologiczną zdiagnozowano u niej w dzieciństwie. Kiedy zaczęła naukę w szkole podstawowej zorientowała się, że rozwija się inaczej, niż rówieśnicy. - Byłam od nich o połowę niższa. Miałam siedem lat i metr wzrostu! Wtedy też bardziej zachorowałam i trzeba było przejść na dializy - opowiada nam Ania. Dziś wymaga stałej opieki, bo nerki to niejedyny problem Ani. Dziewczyna w wyniku sepsy siedem lat temu straciła wzrok. Zakrzepica doprowadziła z kolei do amputacji nogi. Problemem stał się też wygląd: ciągłe dializy postarzają skórę, dlatego Ania wygląda na znacznie starszą niż jest w rzeczywistości. To przysparza wielu przykrości, dlatego Ania niespecjalnie lubi wychodzić z domu. Bolą ją reakcje ludzi. Okrutni bywają szczególnie młodzi. - Piętnasto-, siedemnastoletni. Czasem coś burkną, wyśmieją - mówi Anna. Kiedyś, gdy mama zabrała ją na spacer, minęły matkę z dzieckiem. - Ono powiedziało do niej: "zobacz, jaki stary dziadek". To mnie zabolało strasznie. A ta matka na to wcale nie zareagowała - płacze Ania.

"Każdy dzień jest dla nas szczęściem"

Choroba rozdzieliła też jej rodzinę: ze względu na zaplecze medyczne, Ania zamieszkała w Warszawie razem z mamą, jej ukochany tata został w rodzinnym domu. Trzysta kilometrów od stolicy. Ze względu na stan zdrowia ojca, wszystkie obowiązki opieki nad Anią spoczęły na matce, która przeszła na wcześniejszą emeryturę. - Walczymy o życie Ani już ponad 30 lat - mówi Bożena Kancidrowska. Bywa bardzo ciężko. - Są momenty, kiedy córka się załamuje. Jeżeli coś bardzo ją boli - mówi nam pani Bożena. Najtrudniejsze jest jednak to, że lekarze nie dają żadnych szans na wyzdrowienie. - Tu już nie ma żadnych rokowań. Przeszczep nie wchodzi w grę. Najważniejsze, żeby stan zdrowia Ani się nie pogarszał. Żeby było tak, jak jest! Ja niczego więcej nie chcę. Każdy dzień jest dla nas szczęściem. Naprawdę - mówi nam mama Ani.

Iskra w towarzystwie

Tymczasem jeszcze, jako nastolatka, Ania nie tylko potrafiła się cieszyć życiem. Jak mówi nam jej przyjaciółka, była wręcz wulkanem energii. - Iskrą w towarzystwie! Uwielbiała przychodzić na imprezy, tańczyć! Ale potem przyszła amputacja nogi, utrata wzroku. I to ją podłamało - wspomina Magdalena Lubańska, koleżanka Ani. To wtedy Ania straciła kontakt ze znajomymi. - Czuję się bardzo samotna - przyznaje dziś i wspomina, jak w przeszłości bywała w związkach i zakochiwała się. - Ale wszystkim przeszkadzał mój wzrost, choroba. Przyzwyczaiłam się już do tego... Może tak los chciał? - płacze Ania. - Już tyle razy miałam odejść, ale nie odeszłam. Nadal jestem. Dzięki rodzicom - dodaje.

"Boję się zimy"

Mama Ani nie ukrywa, że boi się przyszłości. Niedługo razem z córką będą musiały opuścić mieszkanie, które wynajmują. A znalezienie kolejnego okazuje się dużym problemem. - Bo kiedy dzwonię w sprawie wynajmu i mówię, że córka jest na wózku, to od razu rozmówcy zmienia się głos i słyszę tylko: "zobaczymy" - mówi mama Ani. W dodatku mąż pani Bożeny rozchorował się i nie przyjedzie do Warszawy zimą - jak robił to, co roku - by pomagać żonie w opiece nad córką. - A on zawsze woził nas do szpitala samochodem. Ania ma słabą morfologię, szybko robi jej się zimno. Boję się zimy - przyznaje pani Bożena. Kobieta nie ma w Stolicy żadnej pomocy. Z chorobą córki została sama. - Bywa tak, ze pojawia się strach, że sobie nie poradzę – przyznaje. Ania pilnie potrzebuje mieszkania do wynajęcia oraz wsparcia wolontariuszy. Mamy nadzieję, że taka pomoc zmieni jej życie na lepsze. Anię można też wspierać finansowo wysyłając  SMS o treści "Pomagam" pod numer 7126, lub bezpośrednio przelewając pieniądze na konto fundacji TVN Nie jesteś sam.

Podopieczni
-