1
-
  • "Przyzwyczaiłam się do bólu"

    Nasi podopieczni

    "Przyzwyczaiłam się do bólu"

    - Najgorsze są pobyty w szpitalu: usypianie do operacji, wenflony, zmiany opatrunków - wylicza chorująca na łamliwość kości Wiktoria, podopieczna Fundacji TVN "nie jesteś sam", która choruje na łamliwość kości. Dziewczynka ma zaledwie 11 lat, a przeszła już kilkadziesiąt skomplikowanych operacji! Na przekór wszystkiemu jest bardzo wesoła, pełna optymizmu. Monika…

Reportaże

"Przyzwyczaiłam się do bólu"

- Najgorsze są pobyty w szpitalu: usypianie do operacji, wenflony, zmiany opatrunków - wylicza chorująca na łamliwość kości Wiktoria, podopieczna Fundacji TVN "nie jesteś sam", która choruje na łamliwość kości. Dziewczynka ma zaledwie 11 lat, a przeszła już kilkadziesiąt skomplikowanych operacji! Na przekór wszystkiemu jest bardzo wesoła, pełna optymizmu. Monika Klińska, mama Wiktorii, wita córkę, całując ją w stópki. O dzieciach z tą chorobą, mówi się, że są ze szkła, z porcelany. - W szpitalu zawsze wołają na nią "Calineczka". Córka łamie się przy każdym, najmniejszym uderzeniu, machnięciu ręką. Wystarczy, że kichnie, albo obróci się śpiąc, i już żebra złamie. To są samoistne złamania, które się pojawiają znikąd - wyjaśnia pani Monika. Bywa, że Wiktoria nawet nie mówi o nich rodzicom. Tak było, kiedy kąpiąc ją, mama zauważyła nowe złamanie. I to z przemieszczeniem kości! - A ona nawet nie płakała z bólu. Wydaje mi się, że takich sytuacji było więcej - mówi mama dziewczynki. - Ja już się przyzwyczaiłam do tego bólu. Po prostu, trzeba zacisnąć zęby - mówi dziewczynka. "Cała była w opatrunkach" Łamliwość kości to rzadka, genetyczna choroba powodująca, że kości są bardzo kruche, często się łamią, co prowadzi do deformacji. Chore dzieci słabo rosną, zwykle osiągają wzrost niewiele ponad metr i mają duże problemy z poruszaniem się. O tym, że córka cierpieć będzie na tę przypadłość, pani Monika dowiedziała się w połowie ciąży. - Do końca miałam nadzieję, że lekarze się mylą. Do czasu, kiedy zobaczyłam córeczkę w inkubatorze. Wyglądała strasznie: miała połamane obie nogi, rękę, żebra. Cała była w opatrunkach. Takiego widoku nie da się zapomnieć - płacze mama Wiktorii. Lekarze nie ukrywali przed nią i mężem, że kluczowe będzie sześć pierwszych miesięcy życia ich dziecka. - Uświadamiano nas, że te dzieci umierają - wspomina tata Wiktorii, Mariusz Kliński. Kiedy Wiktoria skończyła roczek, rodzice uznali, że to już. Udało się przetrwać. - I zaczęliśmy żyć normalnie - mówią. Jedynie na samym początku obawiali się zabierać córkę na plac zabaw. - Ale w końcu uznaliśmy, że przecież ona zasługuje na normalne życie, zabawę w piasku, tak jak inne dzieci! Do dnia dzisiejszego córka ani raz mnie nie zapytała: "Mamo, dlaczego ja?" – mówi pani Monika. Więcej na stronie UWAGA!TVN TUTAJ.

Podopieczni
-